poniedziałek, 7 stycznia 2019

ŚWIĘTA, ŚWIĘTA I...KARNAWAŁ, A WRAZ Z NIM...CHRUŚCIKI;)

       Tak, tak. Święta jak szybko przyszły, tak samo szybko się skończyły. Najpierw gorączkowe przygotowania: pieczenie, sprzątanie itd. Co roku się zastanawiam, czemu tak szaleję w tym czasie, więc w tym roku postanowiłam troszkę zwolnić. Co prawda świąteczne porządki połączyły się ze sprzątaniem po remoncie, ale jeśli chodzi o kuchnię (a raczej dania, które w niej powstawały), to też udało się bez większych niespodzianek.
                     
                        Pakowanie prezentów w okresie przedświątecznym to punkt obowiązkowy:)
                             W oczekiwaniu na świątecznych gości (a raczej urodzinowych, bo Michał ma w drugi dzień świąt urodziny)

                      Potem odpoczynek

                            Sylwester

                 I w końcu KARNAWAŁ, a jak karnawał to CHRUŚCIKI;)



          Trzeba je jeszcze posypać cukrem pudrem, ale jak to zrobię to nie zdążę już ich utrwalić na zdjęciu. PYYCHA;)
   SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU WAM ŻYCZĘ:)

poniedziałek, 17 grudnia 2018

ZMIANY, ZMIANY;)

Już jakiś czas temu zaczął mi świtać pomysł, by wyburzyć część ścian i otworzyć kuchnię na resztę mieszkania. Chcieliśmy to zrobić po Nowym Roku, ale... okazało się, że majster ma lukę i może się tym zająć jeszcze przed świętami. Na szczęście miałam kogo poprosić o pomoc, bo J. w pracy. Z pomocą rodziny i przyjaciół jakoś przebrnęliśmy przez remont, ale łatwo nie było. Teraz czekamy jeszcze na blaty, ale i tak jesteśmy mega zadowoleni.



 Tak było:

Tak jest:

 Tak było:


Tak jest:
Tak było:

Tak jest:

        Efekt końcowy pokażę jak już kuchnia będzie wykończona, przede wszystkim jak będą blaty;)


niedziela, 16 grudnia 2018

AKCJA PASZTECIK;)

Tak, tak święta zbliżają się wielkimi krokami, a właściwie to już prawie pukają do drzwi,a moje przygotowania zatrzymały się na sprzątaniu po remoncie (opowiem Wam o nim w kolejnym wpisie). Czas ruszyć z kopyta i zadziałać. Rybka już przygotowana czeka w zamrażarce, no a paszteciki same się nie zrobią. Na początek przygotowanie farszu z 4 kg pieczarek;)



Potem dołącza mój pomocnik i... jedziemy dalej;)


Pięć porcji ciasta później mamy ponad 230 pasztecików. Nie pobiłyśmy zeszłorocznego naszego rekordu ( ponad 300 sztuk), ale jesteśmy zadowolone;)



Teraz sprzątanie i...odpoczynek:) Oczywiście po degustacji haha;)


sobota, 24 listopada 2018

DZIEŃ JAK CODZIEŃ

         A może raczej "dzień świstaka"?;) Nie macie wrażenia, że wasze kolejne dni są bardzo do siebie podobne? U mnie tak właśnie jest, chociaż mi osobiście nie przeszkadza ta powtarzalność. Rano dzieciaki wychodzą do szkoły, a wtedy pranie, sprzątanie, gotowanie, zakupy.... Nudy, ale to lubię. A jeszcze do  Mamusi i Tatusia na kawę się prawie codziennie wbijam.




środa, 21 listopada 2018

ROSOŁEK#2

          Na dworze coraz chłodniej, przyszedł czas na rozgrzewający rosołek. Nie będę pisać, jak go robię bo to klasyk. Super jest to, że ta zupa nie tylko zawsze dobrze smakuje, mocno rozgrzewa to jeszcze jest bardzo zdrowa.
         Więc do dzieła! To jak, kto jutro gotuje rosołek?;)




wtorek, 20 listopada 2018

FERDEK

       Super news jest taki, że mamy Ferdka. Ok, od początku. W dniu powrotu J. z pracy pojechaliśmy do schroniska po psiaka (dzieci nic o tym nie wiedziały). Razem z J. ustaliliśmy, że zrobimy im mega niespodziankę. Wybór nie był łatwy, wiedzieliśmy, że psiak ma być mały, mieć około roku, krótką sierść i co najważniejsze... udokumentowane szczepienie na parwowirozę. Pokazano nam trzy psiaki, ale jeden podbił nasze serca. Pies, czarny kundelek, dwulatek i jako jedyny nie szczekał tylko nieśmiało merdał ogonkiem. Zabraliśmy go na krótki spacer i decyzja zapadła ...pies jedzie z nami do domu. Po drodze szybki zakup wyprawki i jedzenia i kierunek DOM. Jakie było zaskoczenie dzieci jak weszliśmy do domu z nowym pupilem. Po powitaniach i zapoznaniach i nadaniu nowego imienia (zamiast SPEEDY - FERDEK) czas na kąpiel.

Łatwo nie było, ale przykry zapach zniknął. Potem wizyta u weterynarza, by odrobaczyć, zbadać itd. Okazało się, że nasz Ferduś wcale nie ma dwóch lat tylko... przynajmniej 5. Jedno co dobre w tej sytuacji to fakt, że nie zarazi się parwowirozą (doszczepiany też był). To też tłumaczy małą aktywność psa. Ale kochamy go już tak mocno, że nie wyobrażamy sobie życia bez niego.



Oczywiście z czasem będę wrzucać więcej jego zdjęć.
P.S. Tapeta w tle to pozostałość po poprzedniej lokatorce tego pokoju: króliczce Mieczysławce (spokojnie królik żyje, zmienił tylko pokój;))

poniedziałek, 19 listopada 2018

WITAM

     Po długim okresie nieobecności czas powiedzieć co u nas. Po śmierci Jadzi trzeba było się pozbierać (a łatwo nie było) i zabrać za dezynfekcję mieszkania. Wiedzieliście, że ten paskudny wirus może przetrwać nawet do 2 lat? Szok, co nie? Więc zakupiłam odpowiedni środek, zresztą jedyny skuteczny (Vircon), zdezynfekowałam te części mieszkania, które dałam radę, pledy wyprałam w 90 st. i żyłam nadzieją, że wirusa zabiłam. Wiedziałam, że nie mogę mieć teraz małego szczeniaka, by nie narażać go na zakażenie, dlatego obserwowałam strony schronisk w nadziei, że w którymś znajdę dorosłego psiaka. Tymczasem czymś trzeba było się zająć i tak też zrobiłam. Wpadłam w szał sprzątania i odgruzowywania szaf i szuflad, które już od dawna na to czekały.



 Mam też dobre wiadomości, ale o nich w kolejnym wpisie ZAPRASZAM ;)